5.Lekcje u Malfoy'a
Valentine przechadzała się uliczkami Londynu. Miała jeszcze godzinę do lekcji z Malfoy’em. Musiała dojść przez ten czas na daleko położoną dzielnicę bogaczów. To tam mieszkała ta arystokratyczna rodzina.
Dziewczyna właśnie przechodziła koło sklepu z odzieżą. Nie mogła oderwać oczu od wystawy. Musiała wejść do tego budynku. Były tam piękne suknie balowe. Najpiękniejsza była beżowa ze srebrnym haftem. Valentine spędziła tam sporo czasu. Najchętniej kupiłaby wszystkie stroje, ale nie było jej na to stać. Nagle spojrzała na zegarek- miała jeszcze tylko 20 minut na dojście do rezydencji Malfoy’ów.
Droga prowadziła przez brukowane uliczki, ogrodzone starymi budowlami. Od czasu, do czasu, można było zobaczyć fontanny, parki, place zabaw, z których korzystały wesołe, rozkrzyczane dzieci.
Po piętnastominutowym marszu Valentine zaczęła mijać wielkie rezydencje, ale nad nimi figurował pałac. To właśnie tam mieszkali Malfoy’owie. Ścieżka, która prowadziła od bramy do wrót domu, była otoczona ogrodami takimi jak: egzotyczny, różany, palmowy i innymi… Bogactwo roślinności przytłaczało dziewczynę. Na wprost drzwi do hollu była zbudowana ogromna fontanna. Za pałacem znajdowała się wielka stajnia, skąd dochodziło rżenie koni. Budynki były pomalowane na srebrno. Drzwi wejściowe i ramy okien były z hebanu. Klamki i kołatka na wrotach, były ze srebra. Cały dobytek cechował przepych i bogactwo domowników. Za Malfoy Manor ciągnął się wspaniały widok na Tamizę. Nie da się opisać piękna tego miejsca.
Panna Grey niepewnie podeszła do drzwi i zastukała kołatką. Po chwili wrota otworzyła zlękniona skrzatka. Ciało miała przepasane starą, brudną serwetką, która niszczyła wrażenie bajeczności tego miejsca.
-Panicz Malfoy już czeka- powiedziała- zaprowadzę panienkę.
Droga prowadziła przez korytarze. Na murach widniały portrety rodowe, oprawione w srebrne ramy. Ściany pokrywała zielona tapeta ze srebrnymi wężami, które były motywem przewodnim pokrycia ścian w całym domu.
Nagle stworzenie stanęło przed wielkimi, brązowymi drzwiami.- Tutaj jest gabinet panicza. Panicz Malfoy już na panienkę czeka- to powiedziawszy odeszła. Valentine nie miała wyboru, musiała wejść do tego pomieszczenia i uczyć chłopaka. Robiła już to tyle razy… Dziewczyna stanowczo otworzyła drzwi i wkroczyła do pokoju
***
Dracon Malfoy siedział za biurkiem w swoim gabinecie. Pokój ten był wielkim, przestronnym pomieszczeniem. Ściany pokrywała srebrna tapeta. Na środku gabinetu stało wielkie, drewniane biurko. Pod ścianą była biblioteczka, która zawierała wiele opasłych tomisk. Pod oknem stał kredens, na którym znajdowały się zdjęcia, głownie jego- Dracona. Meble były wykonane z hebanu. Biurko było zawalone też książkami i pergaminami.
Chłopak wyglądał uroczo. Jego jasne włosy opadały mu nonszalancko na oczy. Jego idealnie zbudowane ciało opadało wygodnie na masywne, pięknie rzeźbione krzesło. Draco nagle usłyszał szmery zza drzwi. To pewnie przyszła ta dziewczyna. Ciekawe, jaka będzie ładna, czy brzydka? Zobaczymy. Jeszcze chwila i to się okaże.
Wrota otworzyły się i jego oczom ukazała się piękna, zgrabna brunetka. Jej włosy były pofalowane, co dodawało jej uroku. Wyglądała identycznie jak Granger, tylko, że była ładniejsza. Kroczyła elegancko, z wysoko podniesioną głową. Takiej postawy zazdrościłaby jej niejedna arystokratka. Valentine była po prostu cudowna. Zupełne przeciwieństwo Pansy- jego „dziewczyny”. Ciekawe, jaki ma charakter?
-Dzień dobry panie Malfoy- powiedziała panna Grey,. Jej głos wydawał się jedwabisty, anielski, idealny- Nazywam się Valentine Anabell Saphira Sophia Mariebell Morgan Grey- widząc zmieszaną minę blondyna, dziewczyna powiedziała: Wystarczy, że zapamiętasz moje pierwsze imię i nazwisko. Uśmiechnęła się promiennie. –Od dziś do końca wakacji będę dawać Ci korepetycje, oraz nauczę Cię warzyć kilka eliksirów, o których nie będziemy uczyć się w szkole. Wprowadzę Cię także w podstawy Czarnej Magii- zakończyła swój monolog Valentine- Masz jakieś pytania?- zapytała- Tak- odpowiedział jej chłopak - Jak mam się do Ciebie zwracać?- Valentine, mów mi Valentine - powiedziała – jak już zdążyłam się dowiedzieć nazywasz się Dracon Malfoy, prawda?- Tak słychać było odpowiedź- ale nów mi Draco.
-Może przejdziemy już do zajęć?- zaproponowała panna Grey- dobrze.
Tego dnia Valentine dowiedziała się, na jakim poziomie stoi panicz Malfoy, czego ma go nauczyć i o której godzinie ma przychodzić.
Na zawsze wasza Valentine 5/03/2007 21:08:48 [
Powrót]
Komentuj
"Syriusz Black... Rezydent Nieba...Witamy w królestwie absurdu!" Zapraszam serdecznie;-) (wiem, że jestem okropna z tym rozpoczynaniem coraz to nowych blogów, ale akurat ten na pewno przetrwa;-))
adres: sirius-black.blog.onet.pl
Ps Jasne, że chcę być powiadamiana!;-) Pozdr.
Angel
Angel 8/03/2007 21:14:17
| brak www IP: 212.2.99.44
Szczerze? poprzednia notka była lepsza. O tej... Nie wiem, co powiedzieć. Malfoy ni jest typem, który uzna kogoś takiego jak Valentine za " idealnego"... No, nic czekam na new...
ps. Czemu ja nic nie wiedziałam o notce? Pójdę się obrazić...;-)
ps2. u mnie new.
Pozdr.
Angel 7/03/2007 22:36:08
| brak www IP: 212.2.100.141
STRAJK! CHCEMY NEW NOTEEEE!!
Ami92 6/03/2007 19:12:30
| brak www IP: 83.8.102.89
Superr nopcia, i nareszcie długa, do jutra=*
Ami92 6/03/2007 18:21:18
| brak www IP: 83.8.102.89
Szablon by RiLa_Loyter
Więcej dodatków na RiLa_Loyter